Opis przeżycia, którego doświadczyłem w 1992 roku
Chrzest Duchem Świętym okazał się dla mnie ostatecznym, w pełni namacalnym dowodem istnienia Boga i do dziś pozostaje jednym z najpotężniejszych przeżyć duchowych, jakich kiedykolwiek osobiście doświadczyłem w moim chrześcijańskim życiu.
We wrześniu 1992 roku przeżywałem dosyć dramatyczne chwile. Byłem osamotniony, gdyż przez półtora roku, od chwili, gdy przeczytałem Ewangelię i uwierzyłem w przesłanie Jezusa, nie poznałem nikogo, kto szanowałby słowa Chrystusa i był Nim zauroczony. Dla wszystkich ważniejsze były sprawy tego życia, uważano mnie za dziwaka. Powtarzano mi, że ważna jest tradycja, opinia otoczenia i religia. Ale słowa te nie robiły na mnie większego wrażenia, gdyż Jezus do żadnej z tych rzeczy nie przywiązywał większego znaczenia. Nie wiedziałem jak mam służyć Chrystusowi, jak mam podążać za nim, i nie było nikogo, kto potrafiłby wskazać mi drogę. Wierzyłem we wszystkie obietnice Jezusa, ale nie doświadczałem ich w mocy. Poza jednym czy dwoma przyjaciółmi, którzy także poszukiwali prawdy, nie było nikogo, kto by mnie rozumiał. Szukałem życia i wskazówek u księży i zakonników, ale oni mieli niewiele do powiedzenia. Odszedłem od Kościoła Katolickiego, gdyż zdałem sobie sprawę, że nie miał on nic wspólnego z duchem Ewangelii, nigdy nie usłyszałem tam prawdy o Jezusie i nigdy nie byłem Bożym dzieckiem. Wszyscy ludzie, których znałem zdążali do piekła - ich życie było całkowicie przeciwne Ewangelii, a kiedy mówiłem im o ratunku w Jezusie i jego Słowie, to nie chcieli mnie słuchać.
W owym czasie znalazłem w domu książkę autorstwa Johna L. Sherrilla Oni mówią innymi językami. Znacznie później dowiedziałem się, że zostawił ją u nas prawdopodobnie miejscowy pastor, który wiele lat wcześniej dyskutował z moim niewierzącym ojcem na temat Ewangelii. Nigdy nie byłem świadkiem tego typu rozmów w moim domu, chociaż, o ile pamiętam, mój tato rozmawiał ze Świadkami Jehowy. W każdym bądź razie, książka ta zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Zdałem sobie sprawę, że bez Ducha Świętego nigdy nie wejdę do Królestwa Bożego i nie pomogą mi żadne moje dobre uczynki czy starania. Zacząłem więc w desperacji modlić się do Boga, by dał mi swojego Ducha.
Nie wiedziałem jak mam się modlić, gdyż właściwie nigdy wcześniej nie modliłem się swoimi słowami. Modliłem się więc modlitwą Ojcze nasz, po czym mówiłem Boże, w imieniu Jezusa, daj mi Twego Ducha. Moja modlitwa trwała bardzo długo. Powtarzałem Bogu przypowieść o upartej wdowie, którą nawet niesprawiedliwy sędzia wysłuchał, więc tym bardziej Bóg powinien mnie wysłuchać. Modliłem się i modliłem, ale nic się nie działo. Byłem zdesperowany, gdyż wiedziałem, że Duch Święty był mi absolutnie niezbędnie potrzebny i byłem gotowy modlić się tak długo, aż Bóg da mi to, o co go proszę. Ale nic się nie działo. W pewnym momencie przypomniałem sobie, że autor książki został ochrzczony Duchem Świętym po tym, jak wstał i oddał Bogu chwałę. Czułem się głupio, gdyż wiedziałem, że usłyszą mnie sąsiedzi, ale nie miałem wyjścia. Musiałem spróbować. Wstałem i krzyknąłem niemrawo Chwała Bogu. Ale nic się nie stało. Zupełnie nic, pustka. Byłem przekonany, że regułka z książki w moim przypadku nie zadziałała. Ale byłem na tyle zdeterminowany, że postanowiłem modlić się dalej, aż do skutku. Tak jak poprzednio zamierzałem się modlić Ojcze nasz i prosić Boga o Jego Ducha. Zdążyłem wypowiedzieć tylko sylabę modlitwy, Oj-, po czym nagle, niby strumienie wielkich wód wybuchł ze mnie płynny i potężny język, którego nigdy wcześniej nie znałem i nie rozumiałem. Jednocześnie czułem jak Boże dotknięcie przenika całe moje ciało, tak jakbym brał prysznic od środka. Kiedy wypłynął ze mnie ten niesamowity język odszedł wszelki strach przed tym, co ludzie powiedzą i zacząłem modlić się nim głośno. Język ten był piękny i bardzo dostojny, nigdy wcześniej ani nigdy później nie słyszałem czegoś podobnego. Jedyne słowa, które dziś z niego pamiętam to Krooma ssari. Chociaż w pierwszej chwili język ten wyrwał się ze mnie bezwolnie, niejako wbrew mojej decyzji, wbrew temu, co postanowiłem wypowiadać i jak się modlić, wbrew moim przeczuciom, wbrew mojemu umysłowi, niejako wbrew mojej woli, to już po chwili mogłem go całkowicie kontrolować. To znaczy, nie mogłem kontrolować słów, ale mogłem decydować o tym, kiedy będę mówić po polsku, a kiedy będę modlić się tym cudownym językiem.
Po chwili do pokoju, w którym się modliłem wpadła moja babcia, która z trupią miną patrzyła jak skaczę z radości, krzycząc do Boga w tym nieznanym języku. Na darmo usiłowałem ją przekonać, że to jest Boże działanie, że właśnie przeżyłem chrzest w Duchu Świętym. Uznała mnie za wariata i słyszałem później jak mówiła mojej matce, że trzeba mnie będzie oddać do szpitala psychiatrycznego. Większość z bliskich mi osób nie podzielała mojej ekscytacji. Moja siostra, gorliwa katoliczka, powiedziała mi jedynie: I co? Myślisz, że to wszystko? Próbowała dać mi do zrozumienia, że tak naprawdę nic specjalnego się nie stało. Mój przyjaciel, do którego od razu pobiegłem, nie wiedział jak ma zareagować. On także nie podzielał mojego entuzjazmu. Nie podobało mu się to, że porzuciłem katolicyzm, więc trudno było mu zaakceptować, że doświadczyłem Boga w tak potężny sposób. Moja mama nie potrafiąc sobie tego w żaden sposób wytłumaczyć i nie chcąc przyjąć do wiadomości, że jej syn-dziwak przeżył spotkanie z Bogiem wymyśliła teorię, że coś mi się w głowie odkręciło i wyzwoliły się nie używane dotąd obszary mózgu. Babcia oczywiście uznała, że mi po prostu odbiło i moje dziwactwo przekształciło się w ciężką chorobę umysłową.
Moja radość nie trwała długo. Na drugi czy trzeci dzień utraciłem zdolność modlenia się tym językiem. Pomyślałem, że Duch Boży mnie opuścił z powodu mojej grzeszności. Kolejny miesiąc był bardzo trudny.
Niedługo potem po raz pierwszy w życiu zetknąłem się z zielonoświątkowcami. Kiedy kolega, który znalazł ulotkę ciągnął mnie na ich spotkanie, nie bardzo chciałem iść. Miałem już dość wszelkich religii, bo żadna z nich nie miała pojęcia o Jezusie i realnym doświadczaniu żywego Boga. Mój kolega był jednak tak uparty, że w końcu poszedłem. Gdy tylko znalazłem się w pomieszczeniu, w którym się zbierali od razu poczułem się jak w rodzinie. Nie spodziewałem się, że spotkam tu ludzi, którzy tak jak ja, pałają pasją dla Jezusa. Po raz pierwszy w życiu słyszałem też kazanie, które było oparte na Biblii i zgadzało się z Biblią. Wracając ze spotkania z jednym z nich, zapytałem, czy zna kogoś, kto zaczął mówić innymi językami i nie przestał. Wiedziałem, że jeżeli on wie, o jakich językach mówię to będzie mi też potrafił pomóc. Odpowiedział: Tak, znam. Zapytałem: A kto to taki? Odpowiedział: To ja. Poszedłem więc do jego domu, gdzie dokładniej wyłożył mi Ewangelię. Po raz pierwszy w życiu rozmawiałem z człowiekiem, który znał Boga i potrafiłem to jednoznacznie stwierdzić, porównując to, co mówił, ze słowami Ewangelii. Dlatego też zostałem w tej społeczności. Moja zdolność mówienia językami powróciła po kilku tygodniach w czasie jednego ze spotkań.
Znacznie później dowiedziałem się, że mój przypadek nie był odosobniony. Co najmniej dwie inne osoby potrafiły mówić innymi językami w dniu wypełnienia Duchem Świętym, po czym utraciły tę zdolność i po jakimś czasie znowu mogły modlić się innymi językami.
Co ciekawe, poznałem także kilka osób, które nawet nie wiedziały, że jest coś takiego jak dar języków, czy mówienie innymi językami, gdyż nikt im o tym nie powiedział. Gdy jednak stali się chrześcijanami i modlili się do Boga w domu nagle zaczęli mówić w jakimś niezrozumiałym języku. Nie mając pojęcia co im się mogło stać, przy najbliższej okazji pytali się starszych chrześcijan, co to może być. Dopiero wówczas usłyszeli, że zostali ochrzczeni Duchem Świętym a mówienie językami jest zewnętrznym objawem tego faktu.
Nowy Testament wielokrotnie wspomina o darze mówienia nowymi językami, które najczęściej są niezrozumiałe i nieznane ludziom. Jezus obiecał, iż będzie to jeden ze znaków towarzyszących w przyszłości tym, którzy będą Go naśladować (Marka 16:17). Po raz pierwszy przejawił się on w dniu pięćdziesiątnicy, kiedy uczniowie Jezusa mówili różnymi ludzkimi - lecz nieznanymi sobie wcześniej - językami (Dzieje Apostolskie 2). Apostoł Paweł mówi jednak o tym, że język daru często nie jest znany ludziom (1 Koryntian 13:1, 14:2.14). Przez Apostołów dar ten był uznawany za dowód chrztu Duchem Świętym (Dzieje Apostolskie 10:45-46, 19:6).
Możecie sobie interpretować moje świadectwo jak chcecie, ale ja wiem co przeżyłem i co się stało. Nie wiedziałem jak można mówić innym, niezrozumiałym językiem. Nie wiedziałem jak to trzeba zrobić. Modliłem się o Ducha Bożego i nic się nie działo. Nie odczuwałem żadnego Bożego działania. Postanowiłem nadal modlić się Ojcze nasz, ale niespodziewanie, wbrew mojej woli, decyzji, postanowieniu, myślom, umysłowi, odczuciom i przeczuciom, nagle, w pół słowa, wypłynął ze mnie piękny i potężny język. Jezus ŻYJE!!!